Wianki zostaly puszczone

"Tam nad Wisly dolina siedziala dziewczyna, Byla piekna jak rozowy kwiat. Kwiaty i roze zbierala co dzien, Wila wianki i rzucala je do falujacej wody, Wila wianki i rzucala je do wody".

 

Zorganizowane przez nizej podpisanego puszczanie wiankow w Noc Swietojanska nalezy juz do historii. W dniach od 16 do 18 czerwca (wlacznie), grupa ok. 50 osob, skladajaca sie z czlonkow i czlonkin Towarzystwa Wzajemnej Adoracji, bawilo sie, spiewalo, palilo ognisko i plawilo sie w gigantycznym jeziorku Silverwood Lake. Obecna plec piekna radosnie puszczala sie ze swoimi wiankami na wode. Spodziewane dodatkowe 50 osob nie zjawilo sie na campingu prawdopodobnie z obawy utraty wiankow. W grupie znalezli sie przedstawiciele niemal wszystkich regionow Polski: od Tatr az po Lotwe. Z zaprzyjaznionych krajow zjawili sie delegaci U.S.A., Kanady, Francji i Korei Poludniowej. Przedstawiciele Rosji, Ukrainy i Rumunii, z przyczyn od nich niezaleznych, nie byli w stanie uswietnic swoja obecnoscia naszej uroczystosci.

Kierownictwo wyprawy w osobach dra Kleo Rundzjo i dr Barbary Zakrzewskiej po przybyciu na blonie zostalo entuzjastycznie powitane przez trojosobowa delegacje - globtroterow: Golaszow i Sylwestra Brauna - szklankami burgunda. Jakkolwiek, usilowania tradycyjnego rozbicia ich o kamien (szklanek, a nie osob witajacych) okazaly sie plonne, gdyz wyprodukowano je z materialow nietlukacych sie. Przed samym zakonczeniem wyprawy kierownictwu trzykrotnie ukazala sie zlota rybka, ktora wyskakiwala ponad fale jeziora. Jesli wierzyc staroslowianskim podaniom, zwiastuje to prosperity dla organizatorow i osob uczestniczacych w wyzej wymienionej wyprawie.

Duza odwage i kondycje fizyczna okazala Krystyna Golasz. W poszukiwaniu swojego wianka czterokrotnie przeplynela ona w te i nazad jezioro. W tym czasie jej malzonek Slawek demonstrowal zafascynowanym uczestnikom campingu (niektorym obserwatorom ciekla slinka z ust) fotosy topless dziewic z Bora Bora. Wdrapawszy sie na palmy scinaly one kokosowe owoce, mleczkiem ktorych raczyly przybylych z dalekich stron gosci.

Wieczorami camping i okoliczne lasy rozbrzmiewaly drogimi sercu melodiami. "Goralu czy ci nie zal", czy "Hej, cy to kupa gnoja, cy dziewucha moja" przeplatane byly piosenkami w rodzaju wykonywanej przez Louis'a Armstronga "Podmoskownye wieczera", albo Iwana Rebrova "Wolga, Wolga, mac radnaja". Tutaj nalezy zlozyc gleboki uklon w strone w. w. Krystyny. Oprocz odznaczenia sie wyczynami sportowymi skompletowala ona 100-stronnicowa ksiege najpopularniejszych utworow biesiadnych naszych krajan. Kilka pan wystepujacych w chorze mieszanym wyroznialo sie szczegolnie pieknymi glosami. Naleza do nich: autorka spiewnika Krystyna Golasz, klasyczna dziewczyna - Grazyna Wojtkowiak-Digman (studiowala filologie klasyczna), dr medycyny Ewa Gosek z Palm Springs i muzykolog z USC dr Barbara Zakrzewska. Autor niniejszego artykulu z szacunkiem wtorowal tym paniom basem. Wykonano tez sporo popularnych piosenek francuskich. Celowala w tym paryzanka z Algieru, wdowa po wysokiej randze oficerze sil zbrojnych USA, madame Nannette. Przywiezli ja na camping dr Ewa Gosek i jej malzonek, znany polski tenisista, Jerzy Hajduk. Gra on codziennie z madame Nannette w tenisa na jej wlasnych kortach. Z Nannette dzielilem loze w moim namiocie. Towarzyszyla nam pograzona w glebokim snie przyzwoitka dr Barbara Zakrzewska.

Akompaniowal spiewom na gitarze niestrudzony malarz (artysta, nie pokojowy), poeta, muzyk i wogole wspanialy chlopak - Andrzej Kolodziej z Hollywood. Tutaj musze rozwiac wszelkie nadzieje samotnych pan, jesli je niebacznie rozbudzilem. Andrzej pare lat temu oddal swoje serce i reke Marzenie i jest wsciekle zazdrosny o swoja lepsza polowe. Z powyzszego powodu jeden z obiecanych punktow programu - topienie Marzanny - nie doszedl do skutku. Obawa przed roztrzaskaniem glowy gitara przez Andrzeja powstrzymywala reke ortodoksyjnych tradycjonalistow przed spelnieniem wymaganych obrzedow - pograzenia Marzeny w falach jeziora.

Z pania Wieslawa Perzyna zjawil sie jej asystent, pan Satko (nie utozsamiac z bohaterem opery Rimskiego-Korsakova). Wraz z nim przybyla cala grupa pracownikow i krewnych zatrudnionych w zakladach pana Drozdza, absolwenta Szkoly Kenara w Zakopanem. Sam pan Drozdz z piekna malzonka z Korei nie mogl pozostac z nami na dluzej z powodu uczulenia lepszej polowy na pyl kwiatow i roslin. Chcialbym tutaj z zalem wskazac na niezwykle zjawisko. Mianowicie w namiocie Satko, wypozyczonym przybyszom z Polski, w czasie ich nieobecnosci cos wygryzlo dziure i wyciagnawszy na zewnatrz jablko nadgryzlo je tu i owdzie. Sa domysly, ze mogl to byc biblijny waz. Pragnac skusic Adama przybyl on niepostrzezenie z raju, ale na skutek duzej ilosci osobnikow meskiej plci, porzuciwszy w trawie zakazany owoc umknal chylkiem w okoliczny busz. Po tym kuszeniu pozostala dziura w namiocie pana Satko i nadgryzione jablko, chyba z drzewa wiadomosci dobrego i zlego.

Obywatel kanadyjski Richard Digman nauczyl mnie jak piec lososia. W moim wykonaniu ryba wychodzila twarda jak polano i smakowala jak zgnily pien. Tymczasem sprawa jest bardzo prosta. Nalezy smazyc ja dlugo na wolnym ogniu i danie sie zmieni w cudo. Przypomnialo mi to perypetie mojego znajomego dr Kazika Kowalskiego, ktory nie pojechal na camping z powodu nieobecnosci w Stanach malzonki Agaty. Tesknil za nia tak strasznie, ze po kupieniu olbrzymiej porcji tunczyka usmazyl ja, a potem dzielac sie wynikami swoich kulinarnych wyczynow z tlustym kotem, skonsumowal to do imentu (jak mowia gorale). Kazik poprawil sie o trzy funty, a Agata, jego malzonka, za ktora w Iraku beduini oferowali mu cztery wielblady, ciagle przebywa w Polsce. Tlusty kot od tego czasu przestal lapczywie oblizywac sie i spogladac na synogarlice siedzaca w sadzie u Kazika na jajach.

Wielka przysluge wyswiadczyl spolecznosci campingowej amerykanski Diogenes Marvin Duncan uzyczajac swojej lampy do oswietlenia choralnych wystepow. Przybyl on z Corony (nie z tej od Rzeczpospolitej Obojga Narodow) z malzonka Irena - prawniczka z Warszawy. Takze Staszek Szwaglis, inzynier, z zona rowniez warszawianka, uczestniczyl w campingu. Mlodzi malzonkowie bardzo szybko sie rozgrzali i musieli sie przeniesc ze zbyt naslonecznionego miejsca na polanie w pobliskie zacienione krzaki. Celina i Bogdan Ziemieccy zjawili sie z bardzo milym mlodym czlowiekiem Kuba, ktory okazal sie ich synem oraz z olbrzymia iloscia drewna. W ten sposob noce w ciemnym lesie byly nastrojowo oswietlane nie tylko lampa Diogenesa Duncuna, ale i plomieniem Ziemieckich.

Rozjechali sie wszyscy w swoje strony w milych nastrojach, opaleni i wypoczeci, z obrazami zielonych wzgorz w oczach i blekitem nieba i jeziora. Towarzyszyly im melodie z nocnych wystepow.

Kleo Rundzjo

czekamy na zdjecia!

 



back
top of page
back home