
Zbigniewem Zamachowskim
24-go kwietnia 2004
|
V Festiwal Filmów Polskich w Los Angeles (23-29 kwietnia 2004) stał się dla naszego Klubu okazją do spotkania z jednym z najlepszych polskich aktorów młodego pokolenia, ulubieńcem publiczności, Zbigniewem Zamachowskim. Znany z pracowitości artysta nie próżnował również w Los Angeles, gdzie był rozrywany przez wielbicieli i wielbicielki i zapraszany na niezliczone konferencje, pokazy i inne spotkania. Na naszą klubową imprezę przyjechał wprost z festiwalowego pokazu filmu „Distant Light” z jego udziałem. Nic więc dziwnego, że musieliśmy nieco poczekać zanim dotarł do rezydencji Andrzeja i Joanny Maleskich. Spotkanie poprowadził, jak zawsze
świetnie przygotowany, gospodarz domu, wprowadzając obecnych w
dorobek artysty. A jest to
dorobek niemały. Zadebiutował
w 1981 brawurową rolą w filmie „Wielka majówka” Krzysztofa
Rogalskiego. W teatrze wystąpił
po raz pierwszy w 1983, jeszcze jako student Wydziału Aktorskiego w
Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w
Łodzi. Dwa lata pózniej
otrzymał nagrodę (pierwszą z wielu!) za rolę Pianisty
w Przedstawieniu „Syn
marnotrawny”. Po ukończeniu
studiów stworzył szereg znakomitych kreacji w warszawskim Teatrze
Studio (1985-97), –
m. in. w „Operze za trzy grosze”, „Wujaszku Wani” i „Don Juanie”,
a następnie w Teatrze Narodowym – m. in. w „Ślubie”
Gombrowicza i „Kartotece” Różewicza. Popularność zawdzięcza
jednak licznym znaczącym rolom filmowym i telewizyjnym. Spośród blisko sześćdziesięciu,
nie sposób pominąć Karola w „Trzech kolorach - Białym”
Krzysztofa Kieślowskiego, Tomasza Siwka w „Zawróconym” i Dudka w
„Pułkowniku Kwiatkowskim” Kazimierza Kutza. Występuje rownież w prezentowanych podczas obecnego
festiwalu „Demonach wojny” Władysława Pasikowskiego oraz „Zmróż
oczy” Andrzeja Jakimowskiego.
Szczególnym wyzwaniem była niewątpliwie rola Wołodyjowskiego
w „Ogniem i mieczem”, jako że czekało go nieuchronne porównanie
z samym Tadeuszem Łomnickim. Fragmenty kilku ról mieliśmy okazję przypomnieć
w czasie spotkania, mimo złośliwych figli, jakie płatał
nam sprzęt projekcyjny. Nasz znakomity gość nie
sprawił nam zawodu. Mimo
wyrażnego zmęczenia i „jet lag’u” szeroko i ciekawie mówił
o swojej pracy, planach i nadziejach, odpowiadał na liczne pytania,
poświęcił nam więcej czasu niż mogliśmy
oczekiwać. Na zakończenie
„części oficjalnej”przypomniał nam, że jest również
kompozytorem, wykonując z własnym akompaniamentem swoją
piosenkę o Brzezinach, z których się wywodzi. Bezpośredni w osobistym kontakcie,
uważny słuchacz, naturalny i rzetelny w odpowiedziach na niełatwe
czasem pytania, zupełnie pozbawiony afektacji, która nierzadko
cechuje gwiazdy sceny i ekranu, podbił swoją postawą i
osobowością wszystkich uczestników spotkania. Andrzej
Łowkis |


